Naturalne odpowiedniki – wprowadzenie

Od jakiegoś czasu, w pracy chodziły mi po głowie myśli na temat różnego rodzaju „klasycznych” mazideł dostępnych na polskim rynku aptecznym, które są stosowane u każdego, od noworodków po osoby starsze. Mam na myśli takie sztandarowe preparaty jak: maść z witaminą A, allantan, bepanthen, dermosan, maść nagietkowa, linomag, sudocream i wiele, wiele innych. Charakteryzuje je to, że są bardzo proste w składzie, znają i lubią je prawie wszyscy, są tanie, stosunkowo skuteczne, ale też każde z nich opiera się na produktach ubocznych produkcji ropy naftowej, takich jak olej parafinowy czy wazelina. Są to składniki znane od lat, a ich największym i jedynym atutem jest niska cena. Krótkotrwale i rzadko stosowane zapewne dużej szkody nie zrobią, ale w internecie możecie znaleźć bardzo dużo informacji o ich szkodliwym działaniu. Krótko Wam to przybliżę na pojedynczym przykładzie. Wazelina jest całkowicie obojętna, ponieważ nie ma żadnych składników odżywczych, a jako produkt nienaturalny, nie wchłania się przez skórę, w żadnym stopniu! Co prawda, topnieje w temperaturze około 35ºC, co daje ułudę, że dobrze się wchłania, a prawda jest taka, że w tym czasie tworzy szczelną, nieprzepuszczalną dla powietrza ani innych składników powłokę na skórze. Ten „płaszcz” powoduje:

zatykanie porów i powstawanie zaskórników oraz pryszczy,
 zmniejszenie/hamowanie wchłaniania składników aktywnych z preparatu,
 utrudnione oddychanie skóry, a to w konsekwencji przyspiesza starzenie się skóry,
 zmniejszenie/hamowanie pocenia i usuwania toksyn ze skóry, a w konsekwencji j.w.
 jeżeli jest na podrażnionej, zranionej skórze, wydłuża gojenie się, przez brak dostępu powietrza,
› przy długotrwałym stosowaniu, powoduje przesuszenie skóry przez zmniejszenie  naturalnej produkcji sebum (adaptacja skóry do stałej, tłustej warstwy zewnętrznej).

To tak w skrócie na temat pochodnych petrochemicznych. Jak już wspomniałam jedynym czynnikiem powodującym dalsze ich stosowanie jest cena. Sądzę, że sam koszt hurtowej produkcji mazidła na takiej bazie, waha się od kilki do kilkudziesięciu groszy za tubkę ok. 50 g. W aptece takie maści kosztują średnio od kilku do kilkunastu złotych.

Myślałam o tym wszystkim, o składzie, o osobach, które nieświadomie to stosują, również ze względu na brak alternatywy. To doprowadziło mnie do pomysłu o serii artykułów, gdzie po kolei będę prezentowała „naturalne odpowiedniki” znanych i lubianych specyfików. Główną zaletą będzie to, że w swoim składzie będą miały tylko i wyłącznie składniki pochodzenia roślinnego, przez co będą dużo lepiej tolerowane przez skórę no i oczywiście skuteczniejsze. Co do ceny postaram się, żeby mieściła się ona w granicach cen „oryginałów”. Jestem bardzo podekscytowana realizacją tego pomysłu i mam nadzieję, że Wam się on również spodoba. Przez ostatnie 2 tygodnie testuje różne receptury, żeby odpowiedniki wyszły jak najlepiej, i już niedługo zapraszam Was do pierwszej odsłony.

Jeśli macie jakieś propozycje preparatów, które stosujecie i chciałybyście się dowiedzieć jak zrobić ich naturalne odpowiedniki to dajcie znać w komentarzach.

7 przemyśleń nt. „Naturalne odpowiedniki – wprowadzenie

    1. Witam:) w takim razie zabieram się za recepturę na naturalną maść propolisową Jak będzie gotowa wrzucam przepis:)

Dodaj komentarz